Przede wszystkim z frustracji i zawodu wobec niezaspokojonych potrzeb – kiedy ktoś, po kim tego oczekuję, nie wychodzi naprzeciw moim potrzebom, wtedy się na niego gniewam. Niektórzy dostrzegają jakąś niedoskonałość w sobie samych – czują się niespełnieni lub uważają, że nie otrzymali od życia tego, czego chcieli – i złoszczą się na siebie. Trwają w przeświadczeniu, że rodzice, społeczeństwo, okoliczności czy też samo życie pozbawiło ich w pewnym sensie czegoś, na co zasłużyli. Taką frustrację i złość przenoszą następnie do kontaktów z drugimi osobami, jakkolwiek w romantycznej fazie znajomości te uczucia zwykle ulegają rozproszeniu. W każdym razie gdy związek tworzą dwie osoby dotknięte złością, w nim także ta złość się zaznacza.

Kiedy ujawniają się uczucia gniewu czy złości, trzeba o nich rozmawiać. Jeśli partnerzy są osobami odpowiedzialnymi, odważnie i dokładnie konfrontują się ze swoim gniewem; w przeciwnym razie mogliby spowodować nieodwracalne szkody dla związku. Dziecinna chęć odpłacenia winowajcy pięknym za nadobne natychmiast pozbawia stronę zagniewaną przewagi nad przeciwnikiem; utrwala się wtedy w obojgu to, co w nich niedojrzałe, a związek stopniowo kruszeje. Istotą każdej zemsty, czy to łagodnej, czy bezwzględnej, jest bezpośrednie wyrządzanie szkody ofierze. W związku małżeńskim zemsta działa jak trucizna, powodując powolną śmierć relacji partnerskiej.

Podobnie jak wszystkie inne emocje człowieka, gniew nie jest niczym złym, jeśli pojawia się we właściwych okolicznościach z właściwego powodu. Jest to zwykła reakcja człowieka na pojawienie się – choćby tylko domniemane – czegoś niesłusznego lub niesprawiedliwego. Złość może więc być emocją dobrą, mieć wymiar mobilizujący. Kiedy słyszymy lub widzimy, że ktoś postępuje niesprawiedliwie, kiedy jesteśmy świadkami pogwałcenia cudzej własności, kiedy ktoś nas oszukuje, to właśnie gniew motywuje nas do podjęcia odpowiedniego działania. Gdy jednak złość nie przechodzi w czyn, gdy pozwalamy, by się w nas gromadziła, wtedy narażamy się na poważną szkodę.

W związkach znaczących, takich jak małżeństwo, u podstaw drobnych, ale nierozwiązywalnych sporów, wywołujących co pewien czas nieadekwatne do przyczyn wybuchy, leży gniew, ledwo ukryty pod powierzchnią. Krążą wtedy wymówki-zapalniki: „w kuchni jest jak w chlewie”, „nigdy nie zajmiesz się domem”, „nie jestem twoją służącą”, „ciągle rozmawiasz przez telefon z koleżankami”, „gdybyś nie był taki leniwy, wziąłbyś pędzel i farbę i pomalował garaż”. Taką listę można ciągnąć w nieskończoność, mechanizm jest jednak ten sam – złość oddala parę od siebie i wywołuje zamęt w związku.

Złość również dlatego jest tak niebezpieczna, że przeciętna para umie z nią postępować tylko na trzy sposoby: ignorować ją w sobie czy w partnerze, folgować jej lub ją tłumić. Związek będzie ustawicznie narażony na kryzysy, jeśli partnerzy nie nauczą się odpowiednio przetwarzać w sobie uczucia gniewu.

Traktowanie gniewu, jakby go nie było, czyli właściwie ucieczka przed nim, to sposób na pozór praktyczny, nasz gniew jednak idzie wtedy w ślad za nami. Gdy się odezwie, próbujemy przed nim uciec, zagadać go czy utopić w różnych czynnościach, później jednak, gdy znów się rozzłościmy, że nie otrzymujemy tego, czego chcemy lub potrzebujemy, gniew dopada nas z całą mocą, grożąc wybuchem i zamieszaniem.

Potocznie uważa się, że zdrowo jest gniew rozładowywać, że pozwala to wyzwolić się od niego. Czy jest tak rzeczywiście? Są ludzie, którzy co pewien czas wpadają w złość, szybko się potem uspokajając. Inni mają mniej szczęśliwe usposobienie: gdy zduszą w sobie złość, napięcie rozpiera ich i krążą po domu jak tygrys w klatce; gdy wybuchają, to ponad potrzebę bezpośredniej ulgi. Wpadają wtedy w wir wściekłości i nie uwalniają się od gniewu. Przy rozładowywaniu gniewu trzeba brać pod uwagę drugą osobę-partnera, w ogóle uczestnika sytuacji.

Wyobraź sobie zdarzenie, które wyzwoliło w tobie złość i skup się na nim. Przypuśćmy, że twój partner zapowiedział powrót na kolację na siódmą, a przyszedł o dziewiątej. Zamiast mówić wtedy „jesteś wstrętny i nieodpowiedzialny”, możesz powiedzieć „naprawdę się gniewam, że nawet nie zadzwoniłeś, żeby uprzedzić mnie o spóźnieniu” – złość skupi się wtedy na fakcie spóźnienia, a nie stanie się atakiem na osobę w ogóle.

Kiedy widzisz, że w pewnej sytuacji rozładowanie gniewu skończyłoby się jakimś czynem gwałtownym, usilnie staraj się opanować chęć takiego wybuchu. Pierwsza fala gniewu jest może nie do opanowania, rozsądek nakazuje jednak szukać sposobów unikania drastycznych scen. Stara zasada głosi: kiedy się rozzłościsz, policz do dziesięciu; jeśli jesteś bardzo zły, licz do stu. W tym czasie gniew może trochę ostygnąć, co pozwala wejść na drogę bardziej konstruktywnego rozwiązywania problemu.

Reagujemy złością, kiedy zdarza nam się coś przykrego, nad czym nie panujemy. Jest to reakcja zdrowa, a nawet właściwa. Choć możemy zasłonić się tą złością jak kamieniem trzymanym w dłoni do obrony przed napastnikami, lepiej tę niebezpieczną broń odrzucić – wyzwolić się od złości i zdecydować na postępowanie kierowane rozsądkiem.

Szczególnie w ramach związku partnerskiego trzeba uważać, żeby nie nadać złości prawa obywatelstwa w naszych sercach. Nie usunięte od razu gniewne uczucia zagnieżdżają się w psychice, przynosząc szkodę nie tylko temu, kto je żywi i jego partnerowi, ale całemu związkowi. Spróbuj prześledzić pochodzenie tych uczuć – z czego się właściwie rodzą? Czy to nie uproszczenie – winić drugą osobę za to, co czujemy sami? Czy partner naprawdę ma nad nami taką władzę?

Pomyśl więc o wszystkich tych sytuacjach, gdy czułeś się sfrustrowany, zraniony, przestraszony. Czy masz zwyczaj takie uczucia odsuwać na bok, bezmyślnie rozładowywać i tłumić, czy też umiesz spokojnie się z nimi konfrontować i delikatnie, jakby to była chirurgiczna operacja, usuwać je z psychiki jak złośliwe guzy? Ta druga droga jest lepsza.

Udostępnione dzięki deon.pl

deon

Informacje o artykule
Kategorie:

Wyraź swoją opinię o tym artykule
BEZWARTOŚCIOWYPOMÓGŁ MI 0 (0)

Ten temat zawiera 20 odpowiedzi, ma 2 głosy, został ostatnio zaktualizowany przez  martina 1 rok, 2 miesięcy temu.

Komentarze (20)
  • Autor
    Post
  • RedakcjaRedakcja #4617 Reply

    Przede wszystkim z frustracji i zawodu wobec niezaspokojonych potrzeb – kiedy ktoś, po kim tego oczekuję, nie wychodzi naprzeciw moim potrzebom, wtedy
    [Czytaj całość: Winić drugą osobę za to, co czujemy sami?]


  • Michal
    Michal #4628 Reply

    Wydaje mi się, że nie mamy prawa wylewać swoich frustracji na drugą osobę… Sam straciłem w taki sposób pewną bliską m osobę…


    • Romek
      Romek #4727 Reply

      Owszem, złość nie powinno się wylewać na drugą osobę, tylko że trzymanie tego w sobie jest jeszcze gorsze i może wybuchnąć w pewnej chwili.


  • Katarzyna
    Katarzyna #4633 Reply

    Dobrze zdawać sobie z tego sprawę, niemniej nie wolni trzymać w sobie problemów…


  • Marcin
    Marcin #4701 Reply

    Najważniejsze to umieć ze sobą rozmawiać i szczerze mówić, co czujemy. Mój związek rozpadł się głównie przez to, że oboje nie umieliśmy rozmawiać, żadne z nas nie wiedziało, co czuje druga osoba. Obwinialiśmy się nawzajem o własne niepowodzenia, zwłaszcza w pracy. Mimo tego, że się kochaliśmy, musieliśmy się rozstać, bo to wszystko z czasem zaczęło być nie do wytrzymania. Dlatego najlepiej nie wylewać swoich złości i frustracji na drugą osobę.


  • Romek
    Romek #4726 Reply

    A co niech, czuje to co i ja czuję.
    „Widziały gały co brały”


  • Zakrzyczany
    Zakrzyczany #4774 Reply

    Uważam, że każdy problem da się rozwiązać bez wybuchów wściekłości i agresji skierowanej w drugą osobę. Jeżeli tak nie jest to osoba, która nad tym nie panuje okazuje swoje słabości i powinna najpierw zastanowić się dlaczego nie radzi sobie z własnymi negatywnymi emocjami. Czasami aż chce się nawrzeszczeć na drugą osobę – fajnie, chce się też mieć milion dolarów, czy to oznacza, że trzeba od razu organizować napad na bank?


    • bolek
      bolek #4787 Reply

      tak


  • Cyprian
    Cyprian #4789 Reply

    Czytając artykuł przypomniało mi o informacji w wiadomościach, często osoby które trzymały broń ( nóż itp) albo wiozły na imprezę broń. To po co się tłumaczą że tego nie chciały, biorąc broń ze sobą, już nastawia się na nieciekawy koniec zabawy.


  • Cyjanek
    Cyjanek #4790 Reply

    Dobrym sposobem na rozładowanie emocji przez mężczyzn jest zamontowanie w piwnicy czy w garażu worka treningowego. Wracając z pracy ponawalać w worek a później przytulić żonę :)


  • Michał
    Michał #4882 Reply

    Trzeba umiec rozmawiac z druga osoba i zawsze starać się zrozumieć. I to nie tylko dotyczy zwiazku z druga osoba ale i innych


  • olek
    olek #4883 Reply

    Ważne jest aby po sprzeczkach czy kłótniach być bardziej złączonym z małżonką.


  • kaska
    kaska #5010 Reply

    Uważam, że w małżeństwie układa się tylko wtedy, kiedy szczerze się ze sobą rozmawia o wszystkim i nie ma się przed sobą żadnych sekretów. W przeciwnym razie często dochodzi do kłótni, bo jedna strona nie wie, co czuje i myśli druga i tak w kółko. Najważniejsze to wspierać się wzajemnie i nie obwiniać o wszystko.


  • Rafał
    Rafał #6149 Reply

    Na dobre i złe. Oczywiście istnieją pewne granice, typu przemoc itd. Wychodząc z kryzysu czujemy, że więź z drugą osobą się umocniła. Trzeba walczyć, jeśli nam zależy. O i tyle.


  • Olaf
    Olaf #6187 Reply

    Często mi się to zdarza, niestety. Cóż, życie. Pewnych sytuacji chyba nie unikniemy.


  • Kamil
    Kamil #6429 Reply

    Ja niestety tak mam, że bardzo często winię matkę za to, że całe życie żyjemy w biedzie. Niestety, ale mam do niej ogromny żal, ponieważ wybrała sobie męża, który był kompletnym zerem i skazał nas na cierpienie, oprócz tego wkurza mnie, że przez tyle lat nie potrafiła mi zapewnić godnych warunków życia. Mógłbym opowiadać w nieskończoność. Co do artykułu, to nie najgorszy i w większości się z nim zgadzam.


  • Anka
    Anka #6495 Reply

    Nie można nikogo winić za swoje życie. Mamy wolną wolę i sami podejmujemy decyzje. Nikt nie zrobi tego za nas. A jesli to robi – trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Takie jest moje zdanie.


  • Krzysztof
    Krzysztof #6795 Reply

    Nie miałbym chyba serca obwiniać mojej dziewczyny za to, co ja robię źle. Zżerało by mnie sumienie. Raczej preferuję szczere rozmowy, w których dodatkowo żadna ze stron – ani kobieta, ani mężczyzna nie obwiniają się nawzajem. Między innymi dlatego myślę, że między nami nie ma tylu kłótni i sporów – zdecydowanie wystarczają zwykłe, nie przesadzone dyskusje :)


  • Michał
    Michał #6968 Reply

    Drogi Krzysztofie pozwól, że nawiążę nieco do Twojego komentarza. Ja też jakoś specjalnie nie lubię obwiniać mojej dziewczyny za to, że nie mam humoru, albo za to, że po prostu przytrafił mi się gorszy dzień, ale czasem nie potrafię tego nie robić, nie wiem czemu. Może problemem są tu moje problemy psychiczne, zaburzenia nastroju, lub coś w tym stylu. Jeśli ktoś ma podobny problem to proszę powiedzcie jak walczycie z tym., proszę!


  • Zbyszek
    Zbyszek #7047 Reply

    Każdy powinien odpowiadać sam za swoje czyny, nie powinniśmy na wyrost obarczać innych swoimi problemami, dokładać im zmartwień i budować zbędną frustrację. To po prostu jest nie zdrowe, dla nas i dla nich.


  • martina
    martina #9464 Reply

    Tak naprawdę problemy często nie są winą innych tylko naszą własną. Nie powinniśmy nikogo obwiniać o nasze porażki i samopoczucie pod warunkiem że nie żyjemy w toksycznym środowisku. Bardzo wiele ludzi obwinia innych za swoje problemy a to tak nie jest ponieważ samopoczucie zależy tylko od nas samych wystarczy wybrać dobre środowisko i w nim żyć.

Odpowiedz na: Winić drugą osobę za to, co czujemy sami?
Your information:

<a href="" title="" rel="" target=""> <blockquote cite=""> <code> <pre> <em> <strong> <del datetime=""> <ul> <ol start=""> <li> <img src="" border="" alt="" height="" width="">